Witajcie drogie pandy! Dziś mamy taki pochmurny, mglisty dzień. Może choć trochę dreszczyk emocji rozjaśni niebo? Przecież dzisiaj napisałam wam drugą część opowiadania „Goryl”. Jak myślicie, czy Bajarka z przyjaciółmi wyjaśni sprawę z włamaniem do klubu? A może pójdzie do więzienia? Przeczytajcie, to się dowiecie.
„Goryl”, który okazał się nazywać Dickiem, prowadził nas przez cały klub. Wszyscy się na nas gapili. Gdyby był tu Ciułacz, to wyjaśniłby tą sprawę. Ale on przygotowywał się do występu. Miał zaśpiewać piosenkę Justina Timberlaka.
- Co my teraz zrobimy? Przecież miałyśmy iść jutro na pokaz mody- narzekała Madie.
- No nie! Gadałaś o tym przez cały miesiąc- Daisy01 jeszcze bardziej zrzędła mina.
- No co?- Madie wyglądała na zdziwioną.- Ty cały czas chciałaś iść do sklepu i kupić na tą okazję fajny ciuszek.
- A ty nie?
- Dziewczyny, znowu? Proszę przestańcie!- nalegała Klensy97.
- Właśnie- odezwał się grubym głosem Dick.- Uszy mi już puchną.
- To nawet dobrze- szepnęła Madie i tył błąd, bo Dick to usłyszał i walnął ją w ucho.
- Au!
- Może się oduczysz pyskować, mała.
- Jak mała?- Madie się najwyraźniej oburzyła.- Mam piętnaście lat!
I Madie oberwała w ucho.
- Au!
- Zamknij się!- krzyknął Dick.- Bo pożałujesz!
- Już, już.
- Cisza!!!
Potem weszliśmy do korytarza, w którym nigdy nie byłam. Wszędzie na ścianach widniała nazwa klubu – „Teen”. Na końcu korytarza stała panda szczupła o blond włosach i czerwonej sukience. Była samiczką.
- A, więc kolejne urwipołcie. Hę? Co macie na swoje wytłumaczenie?
- Nasza koleżanka zgubiła nasze bilety i…
- A, więc nie miałyście biletów i pomyślałyście sobie, że możecie się włamać, tak?- głos pandy-blondynki brzmiał srogo.
- Nie, ale…
- No, więc co się naprawdę stało?
- Eeeee…
- Moim zdaniem resztę powinny powiedzieć Robertowi- powiedział Dick.
- Tak, masz rację- panda-blondynka pokiwała głową i zamyśliła się.- Ty ich do niego zaprowadzisz.
- Co dlaczego ja?- Dick mocno się zdziwił.
- Bo jestem dyrektorką tego klubu- odparła.
- Już dobrze- Dick nieco się zaczerwienił.- Chodźcie za mną.
I poczłapał na przód, a my za nim.
- Ochroniarzem być, ochroniarzem… Czego ja chciałem?- mruczał pod nosem Dick.
Jeszcze długo prowadził nas korytarzem, a potem skręcił i przeszedł przez drzwi. Tym razem drewniane. A my za nim jak cień. Znalazłyśmy się w takim jakby biurze, gdzie za biurkiem siedziała panda-policjant. Miał rude włosy i wąsy oraz pochmurną twarz.
- Jeszcze? W tym tygodniu było ich aż siedem! A to dopiero środa!- żaliła panda-policjant.
- Masz rację Robercie- Dick wyglądał na załamanego.- Czy mogę już iść.
- Oczywiście- odpowiedział policjant, który okazał się być Robertem. No i Dick wyszedł.
- I co małe pandki? Smutno wam? Przykro? Czujecie winę?
- Tak- powiedziałyśmy.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- W takim razie idźcie i dobrze się bawcie.
- Ale…
- Żadnego ALE.
- No dobrze- powiedziałam i zadowolone opuściłyśmy pokój.
KONIEC
To tyle ma nadzieję, że się wam spodobało. Już niedługo kolejne opowiadanie. Jeśli chcecie być w moim następnym opowiadaniu piszczcie: JA i swój login na Panfu, a jak nie macie, to wymyślcie. Miłego dnia! Pa, pa.